étude of soreness

Lover, please stay.


2/08/2014 / 18:29 / ANN

Take all that you have, and turn it into something you miss.


- Nie, to był dopiero początek. A później… Później poznałem Castora.
Oczy Luke’a zaszły łzami, ale od tamtej chwili jeszcze długo żadna z nich nie spłynęła po jego policzkach. Kilka minut walczył z emocjami, a Tobias czekał cierpliwie, nie ponaglając go, a jedynie obserwując. Widział zaczerwienione policzki, drżące dłonie, aż w końcu słone krople na jego twarzy, odwróconej w lewo, jakby to miało uczynić go mniej widocznym.

To było trudne. Luke nawet nie wiedział, jak ma zacząć. Gubił się we własnych myślach, uczuciach, chwilami nie wiedział, co było prawdą, a co wytworzył jego zmęczony mózg, szukając racjonalnych rozwiązań. Ale nie było z nim na tyle źle, by nie wiedział, jak wszystko wyglądało i co robiło z nim od miesięcy. By nie wiedział, co czuł i co czuje nadal. Wiedział doskonale, był tego świadomy. Ale to wcale nie sprawiało, że bolało mniej. To chyba nigdy nie miało przestać boleć, ba, to rozdzierało go od środka za każdym razem, gdy zaczynał myśleć na ten temat. Gdy myślał o nim. O nich.
 Po kilku dobrych minutach wytarł łzy i sięgnął po chłodnawą herbatę, upijając łyk. Spuchniętymi oczami zerknął na Tobiasa, który wyraźnie nie ponaglał i zaczął mówić.
- Poznaliśmy się w teatrze miejskim, gdzie matka zapisała mnie na lekcje śpiewu. Trudno było oszacować, czym się dokładnie zajmował, bo potrafił zarówno śpiewać, grać na instrumentach jak i tańczyć, ale zdecydowanie to ostatnie wychodziło mu najlepiej. Na dobrą sprawę, nim się poznaliśmy w sensie dosłownym, długi czas po prostu przyglądałem mu się na próbach. Był faworytem dyrektorki, czemu wcale nie można było się dziwić. Byłem w szoku, gdy po kilku nieudolnych próbach z mojej strony w ogóle zwrócił na mnie uwagę. Po kilku miesiącach był zdolny zostać ze mną po zajęciach i ćwiczyć mnie, co tylko wyszło mi na dobre, zrobiłem wtedy duże postępy. – pociągnął nosem i zagryzł wargę. – Im więcej czasu ze sobą spędzaliśmy, tym bardziej byłem pewien, że nie umiałbym wytrzymać bez jego towarzystwa na dłuższą metę.
- Dlaczego? – Tobias, wbrew pozorom, nie znał odpowiedzi na to pytanie i zadał je zupełnie poważnie. Luke zmieszał się i oblizał usta. To był ten moment, gdy musiał znów powiedzieć o sobie komuś, co za każdym razem wiązało się ze stresem.
- Zakochałem się w nim. – powiedział cicho, wbijając wzrok w kolana.
Zapadła cisza. Luke nawet nie był zmieszany, a zażenowany swoim wyznaniem. Przed oczami zaczęły przepływać mu obrazy, wspomnienia, zupełnie jakby ktoś wepchnął mu je do głowy i starannie pilnował, by przez dłuższą chwilę z niej nie wyszły. Widział uśmiech mamy, która powiedziała, że nie ma nic przeciwko, widział łagodną twarz ojczyma i usłyszał nawet śmiech brata. „Luke, to nie ma żadnego znaczenia! I tak jesteś moim bratem!”. A później… Później zobaczył wściekłego ojca, strącającego z kredensu ulubioną figurkę mamy, porcelanowego kota. I gdy wspomnienia jego gniewnych słów dobiły go po raz kolejny, wyparł je z siebie w kolejnym potoku łez.            - Nienawidzę się za to, kim jestem. Jaki jestem. – wyjąkał, wbijając wzrok w ścianę.
- Przez swoją orientację? – spytał lekarz, wcale nie wytrącony tym z równowagi. Wiele dzieciaków, którym pomagał zmagało się w sobie z podobnymi rzeczami, które stanowiły dla nich problem. Tobias nie miał z tym najmniejszego problemu, bynajmniej nie przez wzgląd na życie osobiste. Jako psychiatra, wiedział, że orientacja nie jest wyborem, a już na pewno nie chorobą, jak niektórzy wciąż uważali.
- T-tak, też.
- Nie wiem, czy ci to pomoże, ale osobiście uważam, że to osoby, którym nie odpowiada to, jaki jesteś mają jakiś problem.
- Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób.           
            - Dlaczego? Nie łatwiej znaleźć problem u kogoś, niż u siebie?
- Nie, dla mnie nie. To ja jestem problemem.
Tobias wziął do ręki długopis i zapisał coś szybko, po chwili znów go odkładając.
- Nie do końca wiem, dlaczego tak o sobie myślisz, ale o tym z pewnością jeszcze będziemy rozmawiać. Teraz powiedz mi, co takiego było nie tak w tym, że się zakochałeś.
Chłopak zdążył się względnie uspokoić. Wiedział, że nie był tutaj po to, by po raz kolejny wypłakiwać oczy, ale by opowiedzieć, co sprawiło, że zrobił to, co zrobił. Co skłoniło go do sięgnięcia po żyletkę. Co zabijało go długo, a co było bodźcem do działania. Tobias chciał mu pomóc, mimo, że od początku ich rozmowy był bardzo wyważony i odsunięty.         
          - Z początku nic nie było nie tak – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Nie wiem jak mi się to udało, ale po jakimś czasie naszej znajomości powiedziałem mu co czuję. Pamiętam, że to był ogromny wyczyn dla mnie i gdy powiedział mi, że czuje to samo, byłem chyba najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Moja rodzina całkowicie nas zaakceptowała – on ze swoją od kilku miesięcy nie utrzymywał kontaktu, więc nie zmienialiśmy tego. Moja mama nie posiadała się z radości. Trudno było mi przyjść do niej, to brata, do ojczyma i wyznać im coś takiego, ale jakoś dałem radę. Problemy zniknęły na kilka tygodni, nie liczyło się nic poza nim, poza wspólnymi próbami w teatrze, poza jego głosem, jego grą na skrzypcach i jego dotykiem. Smutki, nawet gdy jakoś przebijały się do mojego nowego świata, odchodziły w niepamięć, gdy brał mnie w ramiona. Nigdy nie byłem szczęśliwszy, naprawdę. Nigdy. – sam się sobie dziwił, jakim cudem udawało mu się opowiadać o tym wszystkim ze spokojem, bez drżenia rąk, głosu, skoro jeszcze kilkanaście godzin temu na samą myśl, że będzie należało o tym powiedzieć lekarzowi, robiło mu się niedobrze. Podświadomie chyba faktycznie czuł, jak robi mu się lżej. Stopniowo uwalniał z siebie wszystko to, czemu nie pozwalał nigdy wcześniej opuścić ścian jego własnego umysłu. – Później wszystko posypało się niemal z dnia na dzień. Najpierw mój ojciec. Gdy dowiedział się o naszym związku, o mnie i o tym, że mama nie ma nic przeciwko temu, wpadł w szał i nie zważając na to, że są święta, zrobił w domu ogromną awanturę. Później między nami coś zaczęło się psuć, a moją codzienność znów zaczęły wkradać się gorsze dni, aż w końcu nie byłem w stanie wyjść z łóżka. Całymi dniami leżałem zawinięty w kołdrę, odcięty od świata, jak kilka miesięcy wcześniej. Przychodził, z początku bardzo często, później coraz rzadziej. Zdarzało się, że zostawał na noc, ale gdy pewnego razu pomylił moje imię, nasze relacje oziębły niemal całkowicie.
Jeszcze wiele razy, śpiąc przy mnie wymawiał to imię, z taką czułością, jakiej nigdy nie miał w głosie zwracając się do mnie. Ale to szybko przestało mnie boleć i myślę, że gdyby tylko chciał, mógłbym się tak nazywać. Wszystko, byle tylko został. Byle nie odszedł i nie zostawił mnie samego. Ale to wszystko było na nic.
 - Dzień przed tym, jak tutaj trafiłem i reszta toczyła się już na pana oczach, przyszedł i po prostu powiedział, że to koniec. Tyle. Żadnych tłumaczeń, po prostu. On tego nie chce. Zaczyna coś nowego. Wyszedł niemal od razu, a ja wpadłem w histerię. A dalej… Dalej już pan wszystko wie.
 Wytarł z policzka jedną, jedyną kroplę, która spłynęła po nim, gdy  skończył mówić i spojrzał za okno. Poradził sobie. Chociaż tyle.


*

          Po spotkaniu z Lucky’m Tobias miał przewidziane jeszcze kilka rozmów z innymi pacjentami. Jednak gdy chłopak opuścił gabinet, potrzebował krótkiego czasu dla siebie, chwili na przemyślenie tego, co właściwie usłyszał, przeanalizowanie i ułożenie sobie w głowie. Historia nie należała do kolorowych i widział to. Nieświadomie przyrównał ją do własnej, jakby szacując w jakim stopniu były do siebie podobne. Niestety, nie łączyło ich prawie nic, z wyjątkiem jednego. Oboje chorowali na miłość.
            Odpędził od siebie tę myśl jak najszybciej i zabrał się za porządkowanie papierów. Przeczytał to, co zanotował podczas rozmowy, podkreślił grubą linią najważniejsze zagadnienia, które powinna poruszyć z chłopakiem terapeutka, która zostanie mu przydzielona i przepisał najważniejsze rzeczy na komputer, by wydrukować je i wsadzić w kartę pacjenta. Dopiero gdy skończył i zrobił sobie nową kawę, odetchnął i pozostawił historię za sobą. Ale jakoś mimo wszystko, nie chciała opuścić jego głowy.

         Tak jak przypuszczał, po rozmowie z kolejnym nowym pacjentem, mimo, że jego historia była zupełnie inna, miał dość jak na jeden dzień. Odprowadził dziewczynę na część szkolną, po czym zamknął gabinet i ruszył na parter zimną klatką schodową.
        Na parterze pielęgniarki standardowo miały kilka tematów do omówienia, więc zabrał się do roboty i już po chwili rozplanowywali plan wymiany łóżek na całym oddziale. Gdyby nie to, że znalazł sobie zajęcie, prawdopodobnie nie byłoby z nim za dobrze, siedziałby i rozmyślał nad tym, co dziś usłyszał. A takie rozmyślanie w jego przypadku nie prowadziło zbyt daleko i dobrze o tym wiedział.
      Gdy już wszystko było rozplanowane, a pani Spindler zadeklarowała zająć się resztą, korzystając z telefonu w dyżurce wykręcił numer Cameron Shepard, wciąż widniejący na białej wizytówce, wraz z nazwiskiem i e-mailem. Obiecał przecież informować ją o stanie zdrowia chłopca, a skoro w końcu udało mu się z nim porozmawiać, matka powinna o tym wiedzieć. W jego przypadku nawet samodzielne wstanie z łóżka było sukcesem.
        Wedle jego oczekiwań, kobieta odebrała już po pierwszym sygnale. Przedstawił się, pokrótce udzielił jej informacji o stanie chłopaka i spytał, czy udałoby jej się pojawić w szpitalu. Obiecała być w przeciągu godziny, więc rozłączył się z ulgą.
         Jak obiecała, tak było i niespełna godzinę później salowa wpuściła kobietę na oddział w towarzystwie kilkuletniego chłopca. Tak jak przypuszczał, był to brat Luke’a. Gdy tylko się zobaczyli, uścisnęli się bardzo mocno, a Luke znów spróbował się uśmiechnąć. Tymczasem Tobias usiadł z panią Shepard w jadalni, z której pacjenci ulotnili się bardzo szybko na ich widok.
     - Jak Luke się czuje? – zapytała momentalnie, gdy tylko zajęli miejsca. Nie wyglądała dobrze, a przynajmniej o wiele lepiej niż ostatnio. Pod jej oczami widniały sińce, zapewne wywołane brakiem snu i troską o syna. Tobias doszedł do wniosku, że dba o swoje dzieci jak tylko może. Wiedział z rozmowy z Luke’m, że akceptowała jego homoseksualność i cieszyła się jego szczęściem. Pytanie było stuprocentowo szczere.
        - Nie jestem pewien, czy możemy rozmawiać o jego konkretnym samopoczuciu, ale jego zachowanie uległo dużej zmianie.
         - Na lepsze?
       - Zdecydowanie. Jakiś czas temu zaproponowałem mu rozmowę. Wtedy odmówił, tłumacząc, że nie jest gotów, ale dziś przyszedł do mnie sam w porze obiadu i wszystko mi opowiedział.
            Kobieta wyraźnie odetchnęła z ulgą, ale wciąż była nieco spięta i podenerwowana.
         - I co z nim będzie? – spytała po chwili milczenia, nerwowo ściskając pasek niewielkiej torebki.
       - Wymaga leczenia, to pewne. Po pierwszej rozmowie na pewno mogę stwierdzić depresję i objawy nerwicy lękowej. Mamy zamiar zacząć terapię z nim od zaraz.
         - Zgodził się?
         - Nie ma większego wyboru, jeśli pani wyrazi zgodę. Nie będzie mu łatwo, ale raczej będzie się starał. Wyraźnie chce pozwolić nam sobie pomóc.
        - Mogę mu jakoś pomóc? – jej głos złamał się pod koniec pytania, ale nie zbiło jej to z tropu. Nadal była wyprostowana i starała się za wszelką cenę ukryć brak sił.
        - Jak najbardziej. W jego przypadku wizyty rodziny są jak najbardziej wskazane. Jeśli stan zdrowia pozwoli, za kilkanaście dni dostanie możliwość kilkugodzinnych przepustek. No i terapia rodzinna… - zasugerował ciszej, jakby nie chcąc poruszać drażliwego tematu. – W przypadku rozwodu rodziców niestety muszą odbywać się oddzielnie.
        - Nie wydaje mi się, by spotkanie z jego ojcem było dobrą metodą leczenia… - odparła markotnie, ale pokiwała głową. – Wyjdzie z tego, prawda? Znów wszystko będzie dobrze?
     Tobias był pod wyraźnym wrażeniem więzi, jaka łączyła matkę ze starszym synem. Mogło to być zbawienne w ich terapii, a może mogło ją nawet przyśpieszyć. W przypadku Luke’a Tobias był skłonny chwycić się różnorodnych sposobów terapii, gdyż jego stan był poważny. Na szczęście rokowania były dobre, o ile nawet nie bardzo dobre.
        - Z pewnością.
        - Mogę o coś zapytać?
        - Oczywiście.
        - Ma pan dzieci?
        - Mam. Dwójkę. I nie wyobrażam sobie, jak bym się czuł, gdyby trafiły tutaj. – przyznał.
        - Ja... też sobie nie wyobrażałam.

***

         Hej. Jejku, jak szybko udało mi się to napisać! Niezmiernie mnie to cieszy! Wracając do tematu mojego prezentu dla Was, Darsiu, w sumie bardziej liczyłabym na rzeczowe pytania, niźli spoilery, chociażby takie, jak Twoje. Także nie mam na celu przedstawić wam treści w krótkich napomknięciach :D Tak więc, pytajcie o co chcecie, a ja postaram się Wam odpowiedzieć.

xo, Ann

comment

Blogger Darsa 8 lutego 2014 18:58

A to ja mam tylko takie pytanie, może przejdzie XD, czy między głównymi bohaterami się coś poważniejszego zawiąże? Niby odpowiedź może być oczywista, ale także może i nie być |DDDDD

Oczywiście ponownie się zachwycę na lekkością stylu Twojego pisania, bo jest niewiarygodny. Jak piórko niesione przez wiatr. To mnie wciąż szokuje. Nigdy przy czytaniu niczyich rozdziałów, czas nie zlatywał mi tak szybko ♥


Blogger world destroyer 8 lutego 2014 19:33

przeczytałam to w 5 minut, normalnie :c napisz jakąś bardzo długą epopeję, to zobaczę czy też tak szybko mi pójdzie, ok |D no i oczywiście bardzo ładnie napisane, mam zachwyt jak zawsze<3

a, i ja mam pytanie! ile lat ma Pheal, a ile Tobias? ;__:


Blogger Hallucinatie 8 lutego 2014 21:16

kochamtokochamtokochamto. ♡ i nie mam żadnych pytań. :3 chyba, że... w czasie czytania ogółem nie wyłapałam imienia i wieku jego brata, więc może o to mogę zapytać... ^^' ale jeśli gdzieś to pisałaś to przepraszam.

Prześlij komentarz



«
»